„Czekaliśmy na wyniki z zeszłego miesiąca, zanim zaczniemy rekrutację. Teraz, kiedy rynek jest łatwy, musimy się rozwijać – powiedziałem do Cươnga. Nie chodzi tylko o zatrudnienie kogoś do robienia filmów. Chcę, żebyś naprawdę szukał nowych nisz, nowych rynków.

Wszyscy mamy pracować razem na pełnych obrotach. – Ale co będzie za sześć miesięcy? – odezwał się któryś z nich. – Nie wiemy, co przyniesie przyszłość.
Musimy mieć plan B. Tłumaczyłem, że właśnie dlatego zawsze szukamy zaplecza. Rozmawialiśmy o tym wiele razy. Kiedyś nawet zdecydowaliśmy, że nie będziemy robić kanałów w tym segmencie opowieści.
Badaliśmy, pisaliśmy procedury, testowaliśmy różne narzędzia. Robiliśmy to wszystko po to, żeby w razie problemów móc natychmiast dać zespołowi nowy proces, nowy kanał. Ale to była podstawa. Zawsze trzeba szukać, uczyć się, poznawać nowe rzeczy.
– Problem w tym – przerwałem – że musisz generować przychód. Ten zespół musi się rozwijać. Rozumiem, że chcesz się profesjonalizować, ale równolegle musisz zarabiać pieniądze. Za trzy do pięciu lat musimy mieć odłożone środki.
Jeśli ten rynek się załamie, będziemy mogli z tego żyć, dopóki nie znajdziemy czegoś nowego. A ty, zamiast tylko mówić, że idziesz się uczyć, musisz to najpierw zrobić, zobaczyć efekt, a potem uczyć nas. Nie możesz nam powiedzieć: „nauczyłem się, zróbcie to”, skoro my nie mamy tej wiedzy. – Przecież właśnie to robiłem.
Szukałem i testowałem – powiedziałem. – Zrobiłem piętnaście, dwadzieścia kanałów „czarnych”. Tych o amerykańskich celebrytach. – Ale mówiłeś, że ten rynek jest za mały.
Duże kanały już go zdominowały. – Właśnie dlatego najpierw badam, a potem testuję. Nie rzucam się na ślepo. – Ale jak testujesz jeden kanał co trzy miesiące, to nie osiągniesz niczego.
Mówisz, że testowałeś ten kanał „czarnych” przez dwa miesiące. Gdybyś testował pięć kanałów naraz, mógłbyś stracić rok na znalezienie jednego działającego. – Muszę je najpierw zbadać. Testuję dopiero, gdy widzę potencjał.
– Ale samo zbadanie rynku to za mało. Problemy wychodzą dopiero w trakcie pracy. Nie można zakładać, że jak rynek jest duży, to kanał się uda. Ważne są też zachowania widzów, jakość historii, to, jakim AI je piszemy.
To nie jest tylko kwestia wolumenu. Poczułem, że mówimy do siebie, ale nie do końca się rozumiemy. Powiedziałem wprost:
– Chcę, żebyście wszyscy pracowali na pełnych obrotach. Nie musicie sami robić filmów, ale zróbcie coś, żeby cały zespół ruszył do przodu.
Teraz jest dobry czas. Ten zastrzyk potrwa może cztery miesiące, może rok. Jak nie wykorzystamy tego teraz, to potem będziemy siedzieć i żałować. – Rozumiem.
Ale jaki jest plan? – Jeszcze nie wiem – odpowiedziałem szczerze. Przypomniałem sobie czasy, gdy prowadziliśmy coś, co nazywaliśmy „kanałem totalnym”. Wtedy też mówiłem, że trzeba działać, bo rynek jest dobry.
Ale wtedy nie było nas stać. Nie miałem wystarczającego bufora finansowego, żeby utrzymać zespół przez rok. I jeden ze starszych kolegów ostrzegał mnie: „Ten rynek nie zawsze będzie taki sam. Nie idź na żywioł”.
Więc czekałem. Teraz, po miesiącu rozeznania, wydaje mi się, że nadszedł właściwy moment. Ale wciąż potrzebuję kogoś odpowiedzialnego za swoją pracę. – Zatrudnijmy kogoś.
Cương może przejść na pełen etat? – zapytałem. – Już próbowaliśmy rekrutować i to trudne. – Dlaczego?
– Bo okoliczne media oferują od ośmiu do piętnastu milionów miesięcznie. Bez prowizji. Ja widziałem oferty z siedmioma, ośmioma milionami prowizji. Nawet mój znajomy płaci pięć, sześć milionów.
To są profesjonalne firmy, z biurem, benefitami, ubezpieczeniem. My jesteśmy tylko małym zespołem. Nie wygramy z nimi w rekrutacji. – Możemy negocjować.
Wysokość zależy od potrzeb kandydata. A co do pracy – może być w pomieszczeniu albo w salonie. Wynajęliśmy osobne miejsce, żeby było ciszej i bardziej profesjonalnie niż w domu. Zamyśliłem się.
Były dwie rzeczy, które powstrzymywały mnie przed wynajęciem prawdziwego biura. Pierwsza – względy duchowe. Druga – kontrola. Jeśli wynajmiemy biuro, ktoś może zacząć sprawdzać, czy mamy licencje na oprogramowanie, czy wszystko jest zarejestrowane, jak należy.
W domu jest bezpieczniej. – A pamiętacie, o czym rozmawialiśmy wczoraj? – zapytałem nagle. – Nie pamiętam – mruknęła Huyền.
– O trzech kanałach. Trzech nowych, które chcieliśmy wystartować. – A, tak. – Martwię się – powiedziałem.
– Co, jeśli wystartujemy wszystkie trzy naraz i wszystkie trzy naruszą politykę YouTube’a? Wtedy cały test pójdzie na marne. – Jeśli nie wystartujemy ich wszystkich, czekanie zajmie dwa, trzy miesiące. W tym czasie liczba filmów urośnie do sześćdziesięciu, stu.
Nawet jeśli je usuniemy, ktoś może to zgłosić. Przy takiej liczbie filmów YouTube może nie zatwierdzić kanału do monetyzacji. – Wiem o tym. Ale słuchaj – powiedziałem.
– Już „podbiłem” twój pierwszy kanał. – Nie mówiłeś mi o tym. – Podbiłem go pierwszego dnia miesiąca. – Naprawdę w ogóle mi o tym nie wspominałeś.
– Sprawdź wiadomości. Dwunastego lipca przekazałem ci ten kanał. A pierwszego już go podbiłem. Dodałem mu wyświetlenia.
Tego dnia miał sto pięćdziesiąt dwa wyświetlenia. Od tamtej pory rośnie. Pomyśl – gdybym tego nie zrobił, te trzy kanały nigdy nie osiągnęłyby progu monetyzacji. Moja strategia jest prosta.
Podbijam jeden kanał trzykrotnie, do dwustu pięćdziesięciu subskrypcji, wystarczająco, żeby przejść proces weryfikacji. Jeśli pierwszy przejdzie bez naruszenia polityki, podbijam dwa pozostałe. – Ale dlaczego nie podbijesz wszystkich trzech naraz? Wtedy masz większe szanse, że jeden zacznie zarabiać.
– Bo jeśli wszystkie trzy naruszą politykę naraz, tracimy cały test. A jeśli podbijam tylko jeden i on naruszy politykę, przestaję go podbijać i wiem, że potrzebuję kolejnych dwóch, trzech miesięcy. Ale przynajmniej nadal mam dwa pozostałe nietknięte. – Ale jeśli wszystkie trzy naruszą politykę, nie poznamy nawet RPM.
– Dokładnie dlatego istnieje ryzyko. Ale jeśli zrobimy to etapami, mamy jedną trzecią szans na sukces. Czułem, że wciąż się spieramy. Każdy z nas miał swoją wizję.
Ale jedno było pewne – musieliśmy działać. Rynek był podatny. Pytanie brzmiało: czy podejmiemy ryzyko, czy będziemy czekać, aż będzie za późno.