Póki co uciszona spłata kredytu była dla mnie wytchnieniem. W końcu mogłam odetchnąć. Ale rok później Piotr wrócił z kolejnym długiem na karcie. Zapłaciłam i za to.

I tak to trwało. Kiedy poznał Magdę, coś we mnie krzyknęło, że ta kobieta będzie mnie kosztować spokój. Miała w oczach wyłącznie kalkulację. Ślub był wielki, na 90 tysięcy.
Mieli wnieść po równo, ale to ja dopłaciłam brakujące 60 tysięcy. Te pieniądze miały być na moją chatę w Beskidach. Czekałam trzy lata dłużej. A teraz siedzieli w tej chacie, którą kupiłam za własne wyrzeczenia.
Magda poprawiła się na mojej kanapie. „Czego tu chcesz, stara intrusko? ”
Poczułam, jak coś we mnie pęka. Ale nie pękłam.
Uśmiechnęłam się. „Śmiało, zadzwoń na policję. ”