– Synu, co się dzieje? Dlaczego dzwonisz o tej porze? Głos Marcina brzmiał dziwnie, bez tchu. – Mamo, potrzebuję twojej pomocy.

Czy mogę przyjechać? Muszę z tobą porozmawiać. Spojrzałam na żółtą różę za oknem. Miała już pierwsze pąki.
Od roku staraliśmy się odbudować to, co zostało zniszczone. Może w końcu nadszedł czas, by dowiedzieć się, czy to się udało. – Przyjeżdżaj – powiedziałam. Stał w drzwiach, trzymając w ręku teczkę.
Wyglądał starzej niż wtedy, gdy widziałam go w sobotę. Siwe włosy na skroniach, głębokie cienie pod oczami. – Mamo, chodźmy do ogrodu. To ważne.
Usiedliśmy przy starym drewnianym stole, przy którym Tadeusz pił kawę każdego ranka. Marcin położył teczkę przed sobą, ale nie otwierał jej. Zamiast tego patrzył na żółtą różę. – Zaopiekowałeś się nią – powiedziałam.
– Tak. Teraz to ja pielęgnuję to, co zasadziliśmy. Wziął głęboki wdech. – Patrycja wróciła.
Moje serce zatrzymało się na ułamek sekundy. – Co? – Przyjechała dwa tygodnie temu. Jest zadłużona, matka jej nie pomoże.
Chce się ze mną spotkać, “przedyskutować sprawy”. Wie, że dostałem awans i premię. – I co jej odpowiedziałeś? – Że nie ma o czym dyskutować.
Ale teraz… – otworzył w końcu teczkę – … znalazłem to w skrzynce na listy w poniedziałek. Wyjął złożoną kartkę.
Papier był tani, a pismo kobiece, staranne. Podsunął mi ją. Przeczytałam pierwszą linijkę i poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy. “Marcie, wiem, że teraz myślisz, że jestem potworem.
Ale odkryłam coś, co musisz zobaczyć. Coś, co twój terapeuta ci przed tobą ukrywa. Coś, co dotyczy twojej matki. I nie mówię tego ze złośliwości.
Mówię to, bo zasługujesz na prawdę. Wiem, że mnie nienawidzisz, ale ta kobieta nie jest tym, za kogo się podaje. Przyjdź do mnie w sobotę po południu. Przyniosę dowody.
Twoja matka ma sekret, o którym jej nigdy nie powiedziała. I obiecuję ci, że kiedy go poznasz, zrozumiesz, że to nie ja cię okłamywałam. ”
Podniosłam wzrok. Marcin patrzył na mnie z powagą, której nie widziałam u niego od lat.
– Mamo, co ona ma na myśli? Cisza między nami była gęsta jak woda. Przypomniałam sobie metalowe pudełko zakopane pod krzewem różanym. Listy Tadeusza.
Pieniądze. Czy Patrycja wiedziała coś, czego nie wiedziałam ja? Otworzyłam usta, ale słowa nie chciały wyjść. – Mamo – powtórzył Marcin, a w jego głosie było coś, czego nie znosiłam: wątpliwość.
Zamknęłam oczy i usłyszałam głos Tadeusza: “Jesteś lwicą. Nie pozwól, by ktokolwiek sprawił, że poczujesz się mała. ”
A potem zrobiłam jedyną rzecz, na którą stać było lwicę. – W sobotę pojedziemy do niej.
Razem. I zobaczymy, co takiego ta kobieta o mnie wie.