Zegar na ścianie odmierzał kolejne godziny czwartego stycznia, a ja wtuliłam się w miękki kocyk, ciesząc się w końcu upragnionym spokojem. Po świątecznym i sylwestrowym szaleństwie nie było już śladu, a ja byłam skrajnie wykończona. Od przedświątecznej gorączki, przez trzy dni przyjmowania gości, aż po wczorajsze wielkie sprzątanie – nie miałam ani chwili wytchnienia. W tym roku zwalili nam się na głowę teściowie oraz młodszy brat mojego męża, Mirek, ze swoją świeżo poślubioną żoną.

Na szczęście mamy z Tomkiem przestronne, trzypokojowe mieszkanie, więc cała rodzinka się pomieściła. Chłopaków, ośmioletniego Leszka i o rok młodszego Bartka, wysłałam dużo wcześniej na wieś do moich rodziców, gdzie czekały na nich sanki, petardy i drożdżówki mojej mamy. Z teściową, panią Danutą, zawsze miałyśmy poprawne relacje. Nie byłyśmy przyjaciółkami, ale obie starałyśmy się być miłe i szanować swoje granice.
Całe towarzystwo zajechało do nas w sylwestrowe popołudnie. Pani Danuta od razu wkroczyła do kuchni, żeby pomóc mi z przygotowaniami, widząc, że ledwo wyrabiam się z potrawami. Karolina, nowa żona Mirka, wolała zostać z facetami w salonie, rzucając na odchodnym, że nie chce przeszkadzać dwóm gospodyniom w ich królestwie. Przez cały czas pobytu Karolina ani razu nie pojawiła się w kuchni.
Nie mówię nawet o gotowaniu czy zmywaniu naczyń – ta dama nie potrafiła odnieść do zlewu własnego pustego kubka po kawie. Gdy teść zasugerował, że mogłaby mi chociaż trochę pomóc, machnęła tylko ręką. „W domu to się jeszcze narobię przy sprzątaniu, a tutaj jestem w gościach. Mam prawo odpocząć.
A tak w ogóle, Tomek, dlaczego wy nie macie zmywarki? Mój Mikołaj obiecał mi ją kupić, żebym nie niszczyła sobie paznokci. ”
Tomek tylko prychnął z rozbawieniem. „A po co nam kolejny klamot?
Moja Irenka świetnie daje sobie radę sama. ”
Karolina wybuchnęła perlistym śmiechem. „Ach, to dawne pokolenie. Wszyscy przyzwyczajeni, żeby robić wszystko po staremu, własnymi rękami.
”
Sprzątając ze stołu, poczułam falę żalu. W oczach tej smarkuli pewnie wyglądałam jak eksponat z muzeum, a przecież nie skończyłam nawet trzydziestu pięciu lat. Porównywałam tę kokietkę z pierwszą żoną Mirka, Anią, z którą bardzo się lubiłyśmy. Wiedziałam doskonale, że po rozwodzie Mirek wydarł z niej wszystko, co się dało.
Ania została z niczym i teraz gnieździ się u rodziców z dwójką ich wspólnych dzieci, podczas gdy jej były mąż hula w najlepsze z nową dziewczyną. Od samego początku nie miałam ochoty oglądać Karoliny w moim domu, ale Mirek nawet nie raczył zapytać o zgodę. Zachowywała się, jakby przyjechała do kurortu z opcją all inclusive, łaskawie pozwalając, żeby wokół niej skakać. W sylwestrową noc, kiedy poszłam do sypialni, żeby przebrać się po wylanym winie, niechcący podsłuchałam rozmowę mojego męża z bratem.
Faceci palili na balkonie, a drzwi były lekko uchylone. „Nawet nie wiesz, jak mi się teraz świetnie żyje” – wywodził z dumą Mirek. „Zero awantur, zero ciągłego gderania. Karolina to po prostu skarb.
Tylko te dzieciaki, choć w sumie nawet lepiej, że mam je z głowy. Wreszcie mam pełną wolność. ”
Aż mnie zmroziło. Czy Mirek naprawdę miał swoich synów tak głęboko gdzieś?
Tomek zresztą też powątpiewał. „E, no bez przesady, brachu. Dzieci to dzieci. Z nimi się przecież nie rozwiedziesz.
”
Mirek jednak tylko machnął ręką. „Daj spokój. Jakoś to przetrawią. W końcu daje im kasę.
Z oficjalnej pensji uczciwie idą alimenty, a cała reszta, co wpada na czarno, należy tylko do mnie. Taką dziewczynę jak Karolina trzeba ciągle rozpieszczać. A to nowe kolczyki, a to markowa torebka. No i ze dwa razy w roku trzeba wyskoczyć na wczasy, i to nie nad nasze polskie morze, tylko co najmniej do Grecji czy Hiszpanii.
Jak sobie wspomnę te wieczne pretensje Ani, to aż mnie ciarki przechodzą. A to młodszemu kurtkę trzeba, bo podarł. A to starszemu za korepetycje zapłacić. Sam wiesz, ile kasy idzie w te dzieciaki, jak w studnię bez dna.
”
Aż zamarłam w napięciu, czekając na reakcję mojego męża. Ale to, co usłyszałam, kompletnie mnie podłamało. „No, no, całkiem nieźle to sobie ustawiłeś” – westchnął Tomek. „Nawet ci trochę zazdroszczę.
Wychodzi na to, że wreszcie trafiłeś na swoje szczęście. ”
Ech, aż mnie zatkało. Co to miało znaczyć? Czyżby mój własny mąż nie był ze mną szczęśliwy?
Trzeciego stycznia pod wieczór goście wreszcie się zabrali, a ja natychmiast wzięłam się za porządki. Oczywiście pogoniłam też do roboty Tomka, chociaż ten wyjątkowo nie uśmiechał się do latania z odkurzaczem. Wcisnęłam mu w dłoń rurę od odkurzacza. „Zauważ tylko, że to była twoja rodzina, a skakałam wokół nich jak służąca wyłącznie ja.
Gdyby nie pomoc pani Danuty, chyba padłabym z wyczerpania. ”
Tomek strzelił focha i do samego wieczora chodził nabuzowany, ostentacyjnie wzdychając. Rano wzięłam się za przygotowania do pracy. Wyprasowałam ubrania dla chłopaków i męża, zajrzałam do lodówki, żeby zrobić listę zakupów.
Tomek, który do tej pory bezmyślnie gapił się w telefon, nagle mruknął, że musi pilnie coś załatwić, błyskawicznie wskoczył w kurtkę i ulotnił się z mieszkania. Mijały cztery godziny. Zdążyłam wtaszczyć na trzecie piętro ciężkie siatki z marketu, rozpakować wszystko, puścić kolejne pranie, ugotować wielki gar rosołu i nasmażyć całą patelnię schabowych. Mój szanowny małżonek łaskawie raczył wrócić dopiero na kolację.
Gdy zapytałam go spokojnie, gdzie go wcięło na pół dnia, odpowiedział z bezsensowną agresją. „A co cię to w ogóle obchodzi? ”
Aż mnie zamurowało. W życiu nie słyszałam, żeby Tomek odezwał się do mnie z takim chamskim tekstem.
A on ciągnął dalej z jadowitą satysfakcją. „Co? Nie podoba się taki ton? A ty jak zachowywałaś się przez te wszystkie dni wobec Karoliny?
Czysta kultura, co? ”
Kompletnie mnie zatkało. Przecież traktowałam wszystkich gości jednakowo, a do tej całej Karoliny odezwałam się może ze trzy razy na krzyż. Skąd nagle u mojego męża taka determinacja, żeby bronić szwagierki?
„Mirek przed chwilą dzwonił” – rzucił Tomek, uciekając wzrokiem w kąt. „Karolina ryczy w poduszkę, bo poczuła, że przyjęłaś ją jak zło konieczne. ”
Aż zagotowało się we mnie z oburzenia. „No przepraszam cię bardzo, ale na pogawędki z Karoliną po prostu nie miałam czasu.
Urabiałam sobie ręce po łokcie w kuchni, kiedy wasza hrabina nawet nie ruszyła tyłka od stołu. I tak uwielbiam Anię, bo to świetna dziewczyna i wspaniała matka, a z tą lalką Mirek jeszcze gorzko pożałuje. ”
Tomek prychnął tylko z pogardą. „Gdybym tylko miał dokąd, to już dawno byś mnie tu nie widziała” – wypalił bezczelnie prosto w twarz.
Zamarłam bez ruchu, a w głowie huczała mi tylko jedna myśl. Czyli jedyne, co trzyma mojego męża przy mnie i przy dzieciach, to brak własnego kąta, do którego mógłby się spakować i wynieść. Powiało chłodem. „To pięknie.
Z tym problemem akurat szybko sobie poradzimy” – wykrztusiłam w końcu, czując, jak dławią mnie łzy i wściekłość. „Jak tylko skończą się te wolne dni, składamy pozew o rozwód i dzielimy majątek. Sprzedamy wszystko w cholerę. Mam nadzieję, że z połowy kasy wystarczy ci na jakąś kawalerkę.
Będziesz miał wreszcie swój azyl, żeby ode mnie uciec. ”
Następnego dnia rano bez zastanowienia spakowałam się i pojechałam do rodziców na wieś. Przebywanie pod jednym dachem z facetem, który tak bardzo mnie obrzydł, było ponad moje siły. A poza tym strasznie stęskniłam się za chłopcami.
Do Warszawy wróciłam dopiero w ostatniej chwili, pod sam koniec przerwy świątecznej, bo od poniedziałku trzeba było wracać do pracy. Tomka, co było do przewidzenia, w mieszkaniu nie zastałam. Zjawił się dopiero po północy, nadęty jak paw, pachnący obcymi damskimi perfumami i wyraźnie pod wpływem alkoholu. Tak wyglądała nasza codzienność aż do samej sprawy rozwodowej.
Wpadał do domu wyłącznie na noc. Gdzie jadł śniadania, obiady czy kolacje, nie miałam pojęcia i szczerze mówiąc, nawet nie chciało mi się pytać. Jednak w ostatnią niedzielę przed finalną rozprawą w progu mojego domu stanęła teściowa. „Irenko, czy ty naprawdę przemyślałaś to do końca?
” – zaczęła mnie uroczyście przekonywać pani Danuta. „Może nie warto palić za sobą mostów i podejmować decyzji pod wpływem emocji? Przecież wyście się nawet nigdy na poważnie nie pokłócili. Byłam pewna, że tworzycie takie zgrane, dobre małżeństwo.
”
Pokiwałam tylko głową, przyznając jej rację. Sama przez te wszystkie lata myślałam, że mamy domek z obrazka, dopóki mój ślubny nie wypalił prosto z mostu, że jedyne, o czym marzy, to spakowanie walizek i wyniesienie się z domu. „Irenko, ja widzę, że Tomek strasznie to przeżywa. Tylko ta jego durna, męska duma nie pozwala mu przyjść, przeprosić i posypać głowy popiołem.
Może ty zrobisz ten pierwszy krok? ”
Aż prychnęłam z oburzenia. Czy ja naprawdę nie mam za grosz własnej godności? Mąż prosto w oczy rzuca mi tekst, że kisi się ze mną i z dziećmi tylko dlatego, że nie ma gdzie się podziać, jakby robił mi wielką łaskę.
Dosłownie napluł mi w twarz, a ja mam teraz udawać, że nic się nie stało i jeszcze lecieć go przepraszać? O nie. Bywam ugodowa i wyrozumiała, ale wszystko ma swoje granice. Rozwód poszedł wyjątkowo sprawnie.
Sprzedaliśmy mieszkanie i samochód, a pieniądze podzieliliśmy po równo. Ja bardzo szybko znalazłam i kupiłam za swoje fundusze ładne, ustawne dwupokojowe mieszkanie w nowym budownictwie. Rodzice dorzucili mi trochę pieniędzy, akurat sprzedali działkę po babci. Dzięki temu nie musiałam nawet zmieniać dzielnicy, z czego chłopcy niezmiernie się cieszyli, bo uwielbiają swoją szkołę i kolegów z podwórka.
Tomek z kolei musiał zadowolić się mikroskopijną klitką na obrzeżach. No cóż, wolnemu ptaszkowi chyba i to wystarczyło do szczęścia. Ja sama nie płakałam w poduszkę zbyt długo. Praca, wykańczanie nowego mieszkania i moje kochane chłopaki skutecznie odciągały mnie od smętnych myśli.
Zdążyłam już całkowicie przywyknąć do statusu rozwódki i powoli zaczynałam dostrzegać urok życia bez człowieka, który mnie zdradził. Aż pewnego dnia zadzwonił telefon i osłupiała wysłuchałam steku wyzwisk, jakimi obrzucił mnie Mirek. W gruncie rzeczy te wulgaryzmy nie były skierowane bezpośrednio do mnie, tylko do jego zdradzieckiego brata. Mnie dostało się za to, że podobno nie potrafiłam upilnować własnego męża.
Wyszło na jaw, że Mirek stracił pracę, a w nowej firmie nikt nie chciał dać mu takiej pensji jak wcześniej. Szybko skończyły się drogie prezenty dla Karoliny, więc sprytna laska nie wymyśliła nic lepszego niż przerzucić się na Tomka. Jak się okazało, ten romans za plecami Mirka trwał w najlepsze jeszcze od nowego roku. Tyle że piękna ślicznotka nie przemyślała jednego.
Tomek nie mieszkał już w przestronnym trzypokojowym mieszkaniu, tylko w ciasnej norze, a na dodatek miał na głowie alimenty na dwóch synów, które mocno odchudziły jego pensję. W końcu posłała obu braci dość dosadnie, nazywając ich nieudacznikami, po czym spakowała walizki i ulotniła się w poszukiwaniu szczęścia u jakiegoś bogacza. Teraz Tomek z Mirkiem śmiertelnie się nienawidzą, a biedna pani Danuta miota się między nimi, bezskutecznie próbując pogodzić synów. Wiesza też psy na tej pazernej i niestałej Karolinie.
Przecież gdyby nie ona, starsza kobieta żyłaby spokojnie w otoczeniu dzieci i wnuków, a tak wszystko się posypało. I taki właśnie wyszedł z tego nowy rok. Niby rodzinne, ciepłe święto, a pozostawiło po sobie wyjątkowo gorzki posmak.