Wczoraj wieczorem moja córka powiedziała mi coś, co złamało mi serce. „Mamo, chyba czas pomyśleć o domu opieki”. Stałam wtedy pod prysznicem, próbując złapać równowagę, i po raz pierwszy w życiu…

Była o krok od domu opieki. Córka zadzwoniła do mojego gabinetu ze łzami w głosie: „Doktorze, mama ciągle upada. Chyba czas pomyśleć o domu opieki”. Sama pani Elżbieta, sympatyczna kobieta z Krakowa, siedziała naprzeciwko mnie załamana.

Thumbnail

Przez łzy powiedziała, że nigdy nie chciała być ciężarem dla swoich dzieci, ale w tamtym momencie nie mogła zrobić kroku bez chodzika. Trzymałem ją za rękę i powiedziałem: „Elżbieto, proszę się nie poddawać. Kiedy bierzesz prysznic, chcę, żebyś myła jedno konkretne miejsce w taki oto sposób, tylko przez pięć minut. Czy możesz spróbować przez miesiąc?

Miesiąc później ta sama kobieta przyszła do mojej kliniki sama, bez chodzika. Jestem lekarzem rodzinnym i opiekuję się pacjentami od ponad trzydziestu pięciu lat. Widziałem tysiące seniorów, którzy codziennie myją się, dbają o siebie, a mimo to wciąż są zagrożeni. Wszyscy myślimy o łazience jak o bezpiecznym miejscu, ale to właśnie tam każdego roku tysiące starszych osób doznaje poważnych, życiowo zmieniających wypadków.

Jutro to może być ty. Istnieje pięć miejsc na ciele, o których dziewięć na dziesięć osób po sześćdziesiątce nie ma pojęcia. Jeśli nie myjesz ich we właściwy sposób, możesz trafić do domu opieki już po siedemdziesiątce. Zacznijmy od miejsca numer pięć.

Dłonie. Ile razy dziennie myjesz ręce? Przed jedzeniem, po wyjściu z toalety, po powrocie z ogrodu. To pierwsze, czego uczymy się w życiu.

Ale oto fakt, który cię zaskoczy: dziewięćdziesiąt siedem osób na sto myje dłonie w niewłaściwy sposób. Wiem, co myślisz. „Panie doktorze, to absurd. Moje dłonie.

Oczywiście, że je myję”. Proszę jednak mnie wysłuchać. Pomiędzy zwykłym umyciem ręki a prawdziwą jej aktywacją jest przepaść. Miałem pacjenta, wspaniałego siedemdziesięcioletniego mężczyznę z Poznania, Roberta Nowaka.

Przez dziesięć lat brał leki na przewlekłą niestrawność. Mówił: „Panie doktorze, bez względu na to, co zjem, zawsze czuję się napuchnięty. Jedzenie zalega w żołądku jak kamień”. Chodził po pięciu różnych szpitalach, widział specjalistów.

Nikt nie znalazł przyczyny. Kiedy usiadł w moim gabinecie, poprosiłem, żeby pokazał mi dłonie. Były zimne i twarde. Spojrzałem mu w oczy i powiedziałem: „Robercie, problem nie jest tylko w żołądku.

On jest w dłoniach”. Powiedziałem mu, żeby pod prysznicem mył dłonie w jeden konkretny sposób. Patrzył na mnie jak na wariata, ale był zdesperowany, więc zgodził się spróbować. Dwa tygodnie później mój telefon dzwoni.

To Robert, a w jego głosie słyszę uśmiech. „Panie doktorze, wczoraj wieczorem zjadłem pełny talerz bigosu i dobrze się czuję. Nie pamiętam, kiedy ostatnio po jedzeniu było mi dobrze”. Dlaczego dłonie są tak ważne?

W każdej dłoni masz ponad siedem tysięcy zakończeń nerwowych. To jak całe małe miasto zamknięte w jednej ręce. Te nerwy prowadzą bezpośrednio do żołądka, wątroby, serca i płuc. Twoja dłoń to panel kontrolny, mapa całego ciała.

Z wiekiem krążenie naturalnie zwalnia. Te tysiące zakończeń nerwowych zasypiają. Stąd bierze się wzdęcie po posiłku, który jadłeś setki razy, albo poczucie, że coś w środku po prostu nie działa. W Japonii badacze przeanalizowali grupę osób żyjących ponad sto lat.

Dziewięć na dziesięć z nich miało codzienny nawyk stymulowania dłoni. Amerykańskie badanie wykazało, że właściwa stymulacja dłoni może zwiększyć krążenie krwi w całym ciele nawet o trzydzieści cztery procent. Jak to robić? To naprawdę proste.

Stojąc pod ciepłą wodą, klaskaj przez trzydzieści sekund. Klaszcz wystarczająco mocno, żeby było słychać. Poczujesz mrowienie i ciepło w dłoniach. To budzi się siedem tysięcy nerwów.

Potem weź kciuk jednej ręki i naciśnij mięsistą część drugiej, między kciukiem a palcem wskazującym. To miejsce nazywamy punktem hegu. Naciśnij mocno, przytrzymaj przez pięć sekund. Trzydzieści sekund klaskania, pięć sekund ucisku.

Nawet niepełna minuta. Miałam też pacjentkę, panią Barbarę Wójcik z Katowic, sześćdziesiąt siedem lat. Skarżyła się: „Panie doktorze, ręce i nogi zawsze drętwieją, mrowią. Budzę się o trzeciej w nocy i nie mogę zasnąć”.

Dałem jej te same wskazówki. Trzy tygodnie później przyszła do gabinetu uśmiechnięta. „Przesypiałam całą noc, po raz pierwszy od lat. I ręce są ciepłe”.

Nie leczyliśmy żadnej tajemniczej choroby. Po prostu włączyliśmy z powrotem zasilanie. Miejsce numer cztery. Dołki podkolanowe.

Zrób teraz mały test. Kiedy wieczorem zdejmujesz skarpetki, czy zostaje głęboki czerwony ślad, który trzyma się przez dziesięć, dwadzieścia, może trzydzieści minut? Albo wciśnij kciuk mocno w piszczel tuż przy kości i puść. Czy zostaje wgłębienie, mała dziurka?

Jeśli tak, to sygnał ostrzegawczy. To obrzęk, płyn, toksyny, które cofają się w organizmie. Dzieje się tak, ponieważ nie zwracasz uwagi na miejsce numer cztery. To nie kolano, nie kostka.

To ukryte, miękkie miejsce z tyłu kolana, dół podkolanowy. Kiedy to miejsce jest zablokowane, toksyny się gromadzą. Nogi puchną, kolana bolą, tracisz siłę. Smutna prawda: osiem na dziesięć osób po pięćdziesiątce ma poważne zablokowanie właśnie w tym miejscu.

Może ty też. Wyobraź sobie tył kolana jako główną rurę odpływową dla całej dolnej części ciała. To miejsce, gdzie skupia się jeden z największych skupisk węzłów chłonnych. Węzły chłonne są jak filtr w zlewie.

Usuwają odpady metaboliczne, toksyny, nadmiar płynu. Co się dzieje, gdy zlew się zatka? Brudna woda cofa się, zbiera, śmierdzi. Dokładnie to samo dzieje się w twoich nogach.

Z wiekiem układ limfatyczny zwalnia. Więcej siedzimy. Grawitacja staje się naszym wrogiem. Odpady i płyn po prostu tam zostają.

Nogi puchną, kolana bolą. Myślisz: „To starość, artretyzm”. Często to po prostu hydraulika, zatkany odpływ. Niemieccy badacze odkryli, że zaledwie minuta stymulacji tego miejsca może sprawić, że układ limfatyczny płynie dwa razy szybciej.

Badanie z Harvardu wykazało, że osoby z zablokowanym dołem podkolanowym mają sześć razy większe ryzyko obrzęku nóg. A amerykańska Akademia Chirurgii Ortopedycznej odnotowała, że pacjenci dbający o to miejsce mieli o połowę mniejsze wskaźniki artretyzmu kolana. Nie zapomnę pacjenta Michała Wiśniewskiego z Gdańska, sześćdziesiąt osiem lat. Przyszedł i powiedział: „Panie doktorze, nogi mi puchną.

Chyba to po prostu wiek”. Wrócił dwa tygodnie później i serce mi się ścisnęło. Używał chodzika. Był dumnym człowiekiem, przez całe życie pracował jako stolarz.

Patrzył na mnie z przerażeniem. „Nie ufam już własnym nogom. Siła zniknęła”. Sprawdziłem tył jego kolan.

Były twarde jak beton, całkowicie zablokowane. Powiedziałem: „Michale, to jest właśnie problem. Wszystko jest zatkane. Musimy odblokować odpływ”.

Oto proste ćwiczenie, które mu dałem. Pod prysznicem skieruj strumień ciepłej wody bezpośrednio na tył kolana przez trzydzieści sekund. Ciepło i ciśnienie wody rozbijają zatkanie. Potem wyłącz wodę, przyłóż cztery palce do tego miękkiego miejsca i delikatnie masuj zgodnie z ruchem wskazówek zegara przez trzydzieści sekund.

Powoli, spokojnie. To nie jest głęboki masaż, po prostu lekkie poruszenie pompki. Trzydzieści sekund wody, trzydzieści sekund masażu. Jedna minuta.

Trzy tygodnie później Michał wszedł do gabinetu bez chodzika. Powiedział: „Doktorze, nogi czuję lekko. Wszedłem po schodach. Znowu czuję się bezpiecznie”.

Miałam też pacjentkę, Małgorzatę Kamińską z Wrocławia, siedemdziesiąt jeden lat. Od dziesięciu lat miała obolałe, spuchnięte nogi. Ślady od skarpetek utrzymywały się ponad godzinę. Lekarze wzruszali ramionami: „To pani wiek, proszę pani”.

Dwa tygodnie po tym, jak dałam jej wskazówki, zadzwoniła z płaczem, ale to były łzy radości. „Panie doktorze, ślady zniknęły. Nogi nie bolą. To naprawdę działa”.

Miejsce numer trzy. Pachwina. Lekkie nogi to wspaniale, ale na co się zdadzą, jeśli budzisz się z bólem w dolnym odcinku pleców? Na co się zdadzą, jeśli nieustannie szukasz toalety, gdziekolwiek wychodzisz z domu?

Czy jesteś zmęczony budzeniem się o pierwszej, trzeciej, piątej w nocy? Miejsce numer trzy jest kluczem do tego problemu. W ubiegłym roku siedemdziesięciotrzyletni Janek Kowalczyk z Łodzi przyszedł do mnie jak cień, wyczerpany. Usiadł i powiedział: „Panie doktorze, jestem na skraju wytrzymałości.

Wstaję pięć razy w nocy. Pięć. Od lat nie sypiam dłużej niż dziewięćdziesiąt minut z rzędu. Jestem po prostu taki zmęczony”.

Wysłuchałem go i opowiedziałem o miejscu numer trzy. Miesiąc później wrócił. Wyglądał jak nowy człowiek. Złapał mnie za rękę i powiedział: „Sypiam do szóstej rano.

Wstaję raz, czasem wcale. Oddał mi pan sen”. Miejsce numer trzy to pachwina. Fałd skóry, gdzie noga łączy się z tułowiem.

Wiem, że możesz być zaskoczony. Może wydaje się to niekomfortowe, ale posłuchaj. To medycyna i to jest krytycznie ważne. Twoje pachwiny to centralne dworce kolejowe ciała.

Spotykają się tam dwa kluczowe układy. Krew: ogromna tętnica udowa, główny rurociąg doprowadzający krew do całej nogi, przebiega właśnie tutaj. I limfa: największe, najpotężniejsze skupisko węzłów chłonnych w ciele jest dokładnie w tym miejscu. Te węzły odpowiadają za siedemdziesiąt procent odporności całej dolnej części ciała.

Z wiekiem i z powodu siedzącego trybu życia ten centralny dworzec tworzy gigantyczny korek. Krew przestaje sprawnie płynąć do nóg, dlatego stopy są zimne. Limfa przestaje sprawnie odpływać w górę, dlatego wywiera nacisk na narządy wewnętrzne, w tym na pęcherz, co daje to nieustanne parcie na pęcherz. Badanie Johns Hopkinsa wykazało, że kiedy węzły chłonne pachwiny są zdrowe i drożne, ogólna odporność wzrasta gwałtownie.

Brytyjskie badanie stwierdziło, że osoby ze słabym krążeniem w pachwinie mają dziewięć razy większe ryzyko zimnych nóg. Inne badanie wykazało, że osoby aktywnie stymulujące to miejsce mogą chodzić sprawnie średnio osiem lat dłużej. Jak to robić? Proste.

Pod prysznicem skieruj ciepłą wodę wzdłuż tego fałdu skóry przez trzydzieści sekund. Potem opuszkami palców obu rąk delikatnie uciśnij ten fałd, przytrzymaj przez pięć sekund i zwolnij. Powtórz pięć razy. Na koniec płaskimi dłońmi wykonaj ruch przesuwający od dolnej części brzucha w dół ku pachwinie dziesięć razy.

Jakbyś czyścił drogę. Trzydzieści sekund wody, trzydzieści sekund uciskania, trzydzieści sekund przesuwania. Minuta i trzydzieści sekund. Pani Lidia Zielińska z Rzeszowa, sześćdziesiąt dziewięć lat, opowiedziała mi, że nosiła ciepłe rajstopy w środku rzeszowskiego lata, bo nogi miała lodowate.

Lekarze tylko wzruszali ramionami. Trzy tygodnie po tym, jak nauczyłam ją tej techniki, zadzwoniła śmiejąc się. „Wyłączyłam elektryczny koc. Mąż myśli, że to cud”.

Miejsce numer dwa. Tył szyi. Ciepłe nogi to wspaniale, ale co z głową? Czy zdarza ci się wchodzić do kuchni z konkretnym celem i nagle stawać w miejscu, zupełnie nie wiedząc, po co przyszedłeś?

Albo w połowie rozmowy próbować sobie przypomnieć imię aktora, którego znasz od czterdziestu lat, i to imię po prostu nie przychodzi? Posłuchaj mnie uważnie. Nie ma czegoś takiego jak babskie czy dziadkowe roztrzepanie. To nie jest normalna część starzenia się.

To sygnał ostrzegawczy. To ostrzeżenie, że miejsce numer dwa jest zablokowane. To miejsce odpowiada za najważniejsze zadanie w ciele: dostarczanie krwi do mózgu. Jeśli jest zablokowane, krew tam nie dociera.

A kiedy krew nie dociera do mózgu, pojawia się mgła umysłowa, zawroty głowy, luki w pamięci. I jeśli nic z tym nie zrobimy, pojawia się to, czego wszyscy się boimy. Demencja. Miejsce numer dwa to tył szyi.

Sięgnij tam ręką. Ten obszar od barków do podstawy czaszki. Czy jest miękki czy twardy? Czy jest jak wiązka stalowych kabli?

Jeśli jest twardy, mówię ci wprost: twój mózg nie dostaje krwi, której potrzebuje. Nie zapomnę pacjentki Patrycji Malinowskiej z Warszawy, siedemdziesiąt lat. Przyszła do gabinetu nie dlatego, że czuła ból, ale dlatego, że się bała. Usiadła naprzeciwko mnie i szepnęła: „Panie doktorze, zapomniałam imienia wnuczki.

Stała przede mną, mówiła do mnie, a ja nie mogłam sobie przypomnieć. Musiałam udawać”. Zbadałem jej szyję. To nie były już mięśnie.

To był kamień. Lata stresu, schylania głowy, martwienia się. Wszystko to ją stwardniło. Powiedziałem: „Patrycjo, to nie pani umysł zawodzi.

To szyja zawodzi. Szyja dusi dopływ krwi do mózgu. Mózg głoduje”. Pomyśl o tym tak.

Mózg żyje z krwi, ale ma tylko jedną drogę, żeby ją dostać: przez tył szyi. Z wiekiem te mięśnie robią się coraz sztywniejsze i ściskają tę drogę. Dosłownie zaciskają wąż ogrodowy. Badania ze Stanford wykazały, że osoby ze sztywną szyją mają przeciętnie trzydzieści siedem procent mniejszy przepływ krwi do mózgu i cztery razy większe ryzyko demencji.

American Journal of Medicine opublikował, że osoby utrzymujące szyję w cieple i relaksie zmniejszają ryzyko udaru o połowę. Japońskie badanie pokazało, że zaledwie minuta prostego masażu szyi zwiększa przepływ krwi do mózgu o czterdzieści trzy procent. Jak to naprawić? To dwuminutowy nawyk, który może uratować ci życie.

Pod prysznicem nastaw wodę tak gorącą, jak tylko wytrzymasz, i skieruj ją na tył szyi, od barków po podstawę czaszki, przez pełną minutę. Ciepło roztapia zmrożone mięśnie. Potem, gdy jesteś suchy, przyłóż palce obu rąk do tej okolicy i masuj jak ciasto, od barków w górę do podstawy czaszki. Pełna minuta.

Bądź dla siebie łagodny, ale stanowczy. Rozgniatasz te węzły. Nauczyłem tego Patrycję. Miesiąc później zadzwoniła.

Powiedziała: „Znowu gram w karty z koleżankami. Pamiętam listę zakupów. Czuję się znowu jak ja”. I wreszcie miejsce numer jeden.

Splot słoneczny. Możesz mieć lekkie nogi, ciepłe ciało i jasny umysł. Ale jeśli duch jest niespokojny, serce ciężkie, a dusza zmęczona, nic z tego nie ma sensu. Powiedz mi szczerze.

Śpisz w nocy, czy leżysz wpatrzony w sufit, głowa pełna myśli? Budzisz się o drugiej czy trzeciej z uczuciem lęku, z uściskiem w klatce piersiowej? Żyjesz z tym niskim, stałym niepokojem, jak gdyby coś złego miało się zaraz zdarzyć? To uczucie pochodzi właśnie z miejsca numer jeden.

To kotłownia, piec całego ciała. Jeśli to miejsce jest zimne, całe ciało jest zimne. Jeśli jest twarde, umysł nie może znaleźć spokoju. Nie możesz spać.

Jesteś drażliwy, zamartwiający się. Czterdzieści cztery osoby na sto mają twardy, bolesny węzeł właśnie tutaj, ale nigdy go nie dotykają. Miejsce numer jeden to splot słoneczny. Znajdź teraz to miejsce.

To miękki, mięsisty obszar w centrum klatki piersiowej, dokładnie tam, gdzie żebra się rozchodzą. Delikatnie wciśnij w to miejsce palce. Czy jest trochę bolesne? Czy czujesz napięcie, twardość?

Jeśli tak, ciało do ciebie krzyczy. W ubiegłym roku do mojego gabinetu przyszła sześćdziesięcioośmioletnia pani Maria Wróblewska z Poznania. Ręce jej się trzęsły. Powiedziała: „Mam bezsenność od trzydziestu lat.

Nie spałam naturalnie ani jednej nocy od kiedy odszedł mąż. Zależy mi na tabletkach nasennych, a teraz nawet one przestają działać. Co mam robić? ”

Wysłuchałem jej, potem delikatnie zapytałem o zgodę i nacisnąłem na jej splot słoneczny.

Krzyknęła. To był kamień, jak piłeczka golfowa zamurowana w jej klatce piersiowej. Spojrzałem na nią i powiedziałem: „Mario, to właśnie jest problem. Trzydzieści lat żałoby, stresu, niepokoju.

Wszystko jest tu zapisane”. Była zdezorientowana. „Splot słoneczny. Co to ma wspólnego ze snem?

” Wyjaśniłem. To jest kotłownia twojego ciała, centralny system kontroli emocji, stresu i odporności. Kiedy się złościsz, to miejsce się rozgrzewa. Kiedy jesteś smutny, czujesz je jako ciężar.

A kiedy dzień po dniu jesteś niespokojny, twardnieje. W Korei mają na to medyczny termin: hwabyung. Prawdziwa diagnoza, choroba gniewu z całego życia duszenia emocji. Kiedy badali tych pacjentów, dziewięćdziesiąt cztery procent z nich miało ten sam kamienny węzeł w splocie słonecznym.

Harvard opublikował badania pokazujące, że gdy to miejsce jest napięte, ciało jest zalane hormonem stresu, kortyzolem. Dlatego nie możesz spać. Dlatego jesteś niespokojny. Ale kiedy nauczysz się je rozluźniać, wyniki są zdumiewające.

Oksfordzkie badanie wykazało, że osoby, które rozluźniają to miejsce, potrajają funkcje odpornościowe. Japońskie badanie wykazało poprawę zdrowia jelit o sześćdziesiąt siedem procent. A siedemdziesiąt dwa procent pacjentów z bezsennością, którzy nauczyli się tego jednego prostego działania, odzyskało sen w ciągu dwóch tygodni. Co zatem robić?

Robisz to po prysznicu, gdy jesteś ciepły, suchy i spokojny. Przyłóż ciepłą, płaską dłoń na splot słoneczny i delikatnie masuj w kółko zgodnie z ruchem wskazówek zegara przez minutę. Nie próbuj rozbijać węzła siłą. Chcesz go ukołysać.

Mówisz mu: „Już dobrze, możesz puścić”. Potem weź pięć głębokich oddechów nosem, wypełnij brzuch powietrzem, wstrzymaj na sekundę, potem długi, powolny wydech ustami. Pięć razy. Nauczyłem tego Marię.

Dwa tygodnie później zadzwoniła do gabinetu i płakała. Myślałem: „Och, nie”. Ale to były łzy radości. Szepnęła: „Panie doktorze, wczoraj zasnęłam bez tabletki.

Po prostu zasnęłam. Przespałam całą noc”. Podsumujmy. Numer pięć: dłonie.

Trzydzieści sekund klaskania i pięć sekund ucisku dla trawienia. Numer cztery: tył kolana. Trzydzieści sekund ciepłej wody i trzydzieści sekund masażu, żeby pozbyć się obrzęku. Numer trzy: pachwina.

Półtorej minuty rozgrzewania, uciskania i przesuwania, żeby nogi były ciepłe i żebyś sypiał przez całą noc. Numer dwa: tył szyi. Minuta gorącej wody i minuta masażu, żeby umysł był jasny. I numer jeden: splot słoneczny.

Minuta masażu i pięć głębokich oddechów, żeby uspokoić umysł i dać ci zasłużony głęboki sen. Zsumuj to wszystko. To pięć minut. Pięć minut dziennie.

Tyle wystarczy, żeby przeżyć zdrowo i radośnie do setki. To mój szczery wniosek po trzydziestu pięciu latach jako lekarz i po wysłuchaniu oraz leczeniu ponad sześćdziesięciu tysięcy pacjentów takich jak ty. Nie potrzebujesz drogich suplementów. Nie potrzebujesz wyniszczającego planu ćwiczeń, który nadwyręży stawy.

Potrzebujesz tylko pięciu minut i własnych dwóch rąk. Pamiętaj o pani Elżbiecie z Krakowa. Była o krok od domu opieki. Teraz sama jeździ autobusem na targ.

Pamiętaj o Robercie z Poznania. Żył na tabletkach na niestrawność przez dziesięć lat. Teraz wreszcie z apetytem siada do obiadu. Pamiętaj o Janku z Łodzi.

Budził się pięć razy w nocy i był więźniem we własnym domu. Teraz śpi do rana. Pamiętaj o Lidii z Rzeszowa. Nosiła ciepłe rajstopy w środku lata.

Teraz jej ciało w końcu jest ciepłe. Pamiętaj o Patrycji z Warszawy. Tak bała się, że traci umysł, że nie mogła przypomnieć sobie imienia własnej wnuczki. Teraz myśli jasno.

I pamiętaj o Marii z Poznania. Przez trzydzieści lat nie spała ani jednej nocy bez tabletki. Teraz śpi spokojnie, sama, całą noc. Ci ludzie nie są wyjątkowi.

Nie różnią się niczym od ciebie. Po prostu podjęli decyzję i poszli za tymi prostymi krokami. Pięć minut dziennie. Ty też możesz to zrobić.

Zacznij więc dziś wieczorem. Stojąc pod prysznicem, przypomnij sobie te pięć miejsc. Dłonie, tył kolan, pachwina, tył szyi, splot słoneczny.

Te pięć miejsc może zmienić twoje życie.