Spłaciłam 270 tysięcy długu męża. Tydzień później złożył pozew i zażądał, by syn zamieszkał z nim

Spłaciłam długi męża, a tydzień później chciał odebrać mi syna

Potwierdzenie ostatniego przelewu wydrukowałam i położyłam na kuchennym stole obok cukiernicy. Był wtorek, chwilę po siedemnastej. Zupa pomidorowa stała jeszcze na kuchence, a dziesięcioletni Kuba robił lekcje w swoim pokoju. Kiedy Piotr wrócił z pracy, podałam mu kartkę i powiedziałam, że po pięciu latach wreszcie nie mamy tego długu.

Spojrzał na wydruk, potem na mnie.

— Dobrze — powiedział. — W takim razie możemy wreszcie załatwić resztę.

Myślałam, że mówi o remoncie łazienki albo o kredycie mieszkaniowym. Zamiast tego poszedł do sypialni, wyjął z szafy walizkę i zaczął wkładać do niej koszule.

Mam dziś pięćdziesiąt trzy lata. Wtedy miałam czterdzieści osiem i nadal wierzyłam, że małżeństwo można naprawić pracą, cierpliwością i kolejną rozmową przy herbacie. Piotr miał inne plany, tylko długo nie miał odwagi powiedzieć mi o nich wprost.

Długi zaczęły się od kilku pożyczek. Potem przyznał, że grał przez internet i pożyczał, żeby spłacać wcześniejsze zobowiązania. Kiedy zobaczyłam wszystkie umowy, zaległe raty i wezwania do zapłaty, wyszło prawie dwieście siedemdziesiąt tysięcy złotych. Część była już w windykacji.

Sprzedałam działkę po ojcu. Brałam dodatkowe dyżury w przychodni. Przez trzy lata prawie nie wyjeżdżaliśmy, ubrania dla Kuby kupowałam najczęściej na wyprzedażach, a każdą większą kwotę przelewałam na spłatę. Piotr powtarzał, że kiedy tylko wyjdziemy z długów, zaczniemy od nowa.

Tamtego wieczoru nie zaczął od nowa. Wyprowadził się.

Dwa dni później zadzwoniła do mnie koleżanka z pracy. Widziała Piotra pod blokiem na drugim końcu miasta z kobietą, którą kojarzyłam z jego firmy. Nie pytałam o szczegóły. Ważniejsze było to, co przyszło tydzień później w kopercie z kancelarii prawnej.

Piotr chciał rozwodu. Twierdził, że od dawna nie potrafimy razem żyć, że jestem nerwowa, nadmiernie kontrolująca i że utrudniam mu kontakt z synem. W pozwie znalazł się również wniosek, żeby miejsce pobytu Kuby ustalić przy ojcu.

Przeczytałam to dwa razy przy kuchennym stole. Potem schowałam dokumenty do szuflady, bo Kuba właśnie wrócił z treningu.

— Co na obiad? — zapytał, zdejmując buty.

— Zostały pierogi od babci.

Nie powiedziałam mu wtedy nic więcej.

Adwokatkę znalazłam z polecenia znajomej. Pani Marta miała kancelarię nad apteką, niedaleko rynku. Na pierwsze spotkanie przyniosłam segregator z umowami pożyczek, potwierdzeniami przelewów, wyciągami z konta i dokumentem sprzedaży działki.

Przeglądała je długo.

— To pani spłacała większość zobowiązań?

— Tak.

— A mąż wniósł pozew tydzień po ostatniej spłacie?

Skinęłam głową.

Pani Marta zaznaczyła datę żółtą karteczką.

— Daty czasem mówią więcej niż długie wyjaśnienia.

Najbardziej bałam się sprawy o Kubę. Piotr nagle zaczął odbierać go ze szkoły, kupował mu drogie buty, zabierał do galerii i mówił o własnym pokoju w nowym mieszkaniu. Wcześniej zdarzało mu się zapomnieć o zebraniu albo o wizycie u ortodonty. Teraz prowadził kalendarz kontaktów dokładniej niż ja.

Kuba niewiele mówił. Po niedzielnych spotkaniach z ojcem jadł kolację, brał prysznic i zamykał się u siebie. Któregoś wieczoru znalazłam na jego biurku kartkę podzieloną pionowymi kreskami. Przy jednej było napisane „tata ma długi”, przy drugiej „mama sprzedaje działkę”, dalej „dług spłacony” i „tata wyjeżdża”.

Nie ruszyłam jej.

Kilka tygodni później sąd zdecydował o wysłuchaniu Kuby w osobnym pokoju, bez nas. Wytłumaczyłam mu tylko, że nie ma wybierać między rodzicami i że może powiedzieć tyle, ile chce.

— A jak zapytają, z kim chcę mieszkać?

— Powiedz prawdę.

— Nawet jak tata się obrazi?

Złożyłam jego czyste koszulki, które leżały na kanapie.

— Nawet wtedy.

Rozprawa rozwodowa odbywała się w sądzie okręgowym. Piotr przyszedł z pełnomocnikiem i wyglądał tak, jakby szedł na spotkanie służbowe. Przez pierwszą godzinę słuchałam o sobie rzeczy, których nie rozpoznawałam. Podobno to ja doprowadziłam do konfliktów, kontrolowałam pieniądze i tworzyłam w domu napiętą atmosferę.

Pani Marta nie przerywała. Wyciągała kolejne dokumenty i układała je przed sobą.

Potem sędzia wróciła do protokołu z wysłuchania Kuby.

— Syn opisał sytuację finansową państwa w dość konkretny sposób — powiedziała.

Piotr poruszył się na krześle.

Sędzia przeczytała kilka zdań o tym, że pamięta wezwania do zapłaty, kłótnie o pieniądze i sprzedaż działki po moim ojcu. Potem zatrzymała się przy ostatniej odpowiedzi.

Kuba powiedział: „Jeśli mama była taka zła od dawna, to dlaczego tata mieszkał z nami, dopóki mama nie spłaciła jego długów?”

Na sali przez kilka sekund nikt się nie odezwał.

Pełnomocnik Piotra zaczął mówić, że dziecko nie rozumie spraw finansowych dorosłych. Sędzia przerwała mu i poprosiła Piotra o wyjaśnienie dat.

Ostatnia rata została spłacona 4 marca. Tego samego wieczoru Piotr się wyprowadził. Pozew był podpisany 6 marca. Z historii rachunku wynikało też, że przez ostatnie miesiące przed odejściem regularnie przelewał część wynagrodzenia na nowe konto, o którym nie wiedziałam.

— Przygotowywał się pan do wyprowadzki już wcześniej? — zapytała sędzia.

Piotr spojrzał na swojego pełnomocnika.

— Chciałem mieć zabezpieczenie.

— A spłatę swoich zobowiązań pozostawił pan żonie?

Nie odpowiedział od razu.

Postępowanie trwało jeszcze kilka miesięcy. Nie było żadnego nagłego zwycięstwa. Były kolejne pisma, rachunki za kancelarię, opinia specjalistów i rozmowy o kontaktach. Sąd ustalił jednak miejsce pobytu Kuby przy mnie, a kontakty z ojcem zostały dokładnie zapisane. Sprawy majątkowe rozwiązywaliśmy osobno.

Po jednej z ostatnich rozpraw odebrałam Kubę od mojej mamy. Siedział w jej kuchni, jadł szarlotkę i przeglądał zeszyt od matematyki.

— I co? — zapytał.

Zdjęłam płaszcz i powiesiłam go na krześle.

— Będziesz mieszkał ze mną. Z tatą będziesz się widywał tak, jak ustali sąd i jak będziemy potrafili się dogadać.

Kuba pokiwał głową.

— To dobrze. U taty nie mam biurka.

Mama od razu zaczęła mówić, że przecież biurko można kupić. Kuba wzruszył ramionami i wrócił do ułamków.

Wieczorem, kiedy już spaliśmy we własnym mieszkaniu, znalazłam w szufladzie tę jego starą kartkę z kreskami i datami. Na dole dopisał jeszcze jedno zdanie: „Mama przestała spłacać tatę”.

Usiadłam przy stole i poprawiłam mu błąd w zadaniu, które zostawił otwarte. Potem schowałam kartkę do segregatora z dokumentami, zamknęłam szufladę i zgasiłam światło w kuchni.