T. zamknął laptopa i przeszedł do sedna. — Zaczynamy rekrutację. I to nie jest decyzja, którą podjąłem dziś rano.

Czekałem na przychody z zeszłego miesiąca. Są dobre, więc ruszamy. Ustaliłem to z Cươngiem już dawno. Cương uniósł wzrok znad ekranu.
— Wiem. Ale właśnie dlatego, że teraz jest łatwo, trzeba z tego korzystać. Cały YouTube jest teraz łatwy. Nie tylko ten rynek, nie tylko ten typ kanałów.
Cała platforma. Jak nie wejdziemy w to teraz, za chwilę będzie za późno. — Właśnie po to cię potrzebuję. Nie po to, żebyś znalazł ludzi, którzy będą klepać filmiki.
Chcę, żebyś razem ze mną szukał nowych nisz, nowych rynków, nowych tematów. Wszystkiego. Od zera. — Dobrze.
Tylko pamiętaj, że za pół roku nikt nie wie, co będzie. Musimy mieć backup. Zawsze. Jeśli ten rynek się skończy, a my nie będziemy mieć nic w zamian, wszyscy zostaniemy z niczym.
T. skinął głową. — Myślimy o tym od miesięcy. Dlatego przestaliśmy robić kanały w tej starej niszy.
Robiliśmy kursy, siedzieliśmy nad analizami. Ale żeby stworzyć coś nowego, muszę najpierw rozpisać cały proces i przetestować go na sobie. Sam sprawdzić, jakim modelem to działa, jakimi komendami, jak brzmią dialogi. Bo jeśli obecny system się wysypie, chcę od razu dać ludziom nowy.
Nowy kanał, nowy rynek. Teraz jest na to najlepszy moment. — Ja to rozumiem — Cương odchylił się na krześle. — Ale to nie wystarczy.
Musisz zacząć zarabiać. Ten zespół ma rosnąć, a bez kasy nie urośnie. Wiem, że chcesz wszystko profesjonalizować. Chcesz oddelegować robotę, żeby samemu uczyć się nowych rzeczy.
Jasne. Ale równolegle musi powstać porządny przychód. W ciągu trzech, pięciu lat musimy zarobić tyle, żeby utrzymać ten zespół, nawet gdy ten rynek padnie. Inaczej wszyscy się wyłożymy.
— Wiem. — Wiesz, ale nie robisz. T. zmarszczył brwi.
— Nie mów tak. Przerobiłem właśnie piętnaście, dwadzieścia kanałów o czarnoskórych celebrytach z Ameryki. Sprawdziłem każdy. Rynek jest mały, duże kanały już go zjadły.
Ale przynajmniej wiem, gdzie nie wchodzić. — I to ma być wynik? — Cương zaśmiał się krótko. — Przetestowałeś niszę i wyszło, że jest za mała.
Tylko że nie chodzi wyłącznie o wielkość rynku. Chodzi o zachowania widzów, o jakość historii, o to, jak różne AI pisze teksty. Wielkość rynku można zmierzyć. Reszty nie zmierzysz, dopóki nie zaczniesz działać.
Dopiero przy robieniu kanału wychodzą prawdziwe problemy. — Dlatego najpierw sprawdza się potencjał, a potem robi test. — I testujesz. Jedną niszę na dwa, trzy miesiące.
Ile to już trwa? Kanał Ba Lan zostawiłeś trzy miesiące temu. Potem zajęły cię te czarne kanały. Kolejne dwa miesiące.
Jedna nisza na dwa, trzy miesiące. Jak przetestujesz pięć nisz i wszystkie się wywalą, zleciał ci cały rok. To nie jest testowanie. — Najpierw research, potem test.
Inaczej nie ma sensu. — Research to pierwsza warstwa. Dopiero gdy wejdziesz w proces, wszystko się sypie. Wychodzą rzeczy, których z tabeli nie wyczytasz.
T. westchnął. — To trzeba testować inaczej. Nie tak, jak do tej pory.
Cương nie ustępował. — Powiem ci wprost. Za pół roku tego rynku może już nie być. I co wtedy?
Ciągle mówimy o szukaniu nowych rzeczy, ale czy dasz mi gwarancję, że praca, którą teraz robią Phương i Huyền, będzie cokolwiek warta za sześć miesięcy? Bo ja ci nie dam. Według moich wyliczeń ten dobry czas potrwa najwyżej rok. Potem wszystko zacznie się zwijać.
— Czyli chcesz, żebym ja wrócił do robienia kanałów. — Nie. Chcę, żebyś rozwinął cały zespół. Huyền, Phương, wszyscy.
Teraz jest moment, w którym trzeba ciągnąć, ile się da. Ten luz potrwa może cztery miesiące. W skali roku to nic. Rok zleci, zanim się obejrzymy.
Jeśli teraz nie ruszymy, za cztery miesiące będziemy siedzieć i żałować. — To jaki jest plan? T. potarł twarz.
— Nie ma jeszcze planu. — Nie ma planu. — Nie ma. Cương odstawił kubek.
Przez chwilę patrzyli na siebie w ciszy. — Wiesz, że chyba przestajemy się rozumieć? — powiedział. — Coraz trudniej nam się ze sobą rozmawiać.
Może to ze mną jest coś nie tak. Zawsze miałem problem z przyjmowaniem cudzych racji. T. nie zaprzeczył.
— No właśnie. Od zawsze. T. wrócił myślą do tamtego okresu.
Do Tổng Bù, kiedy wszystko szło jak po maśle i każdy powtarzał: ruszaj się, póki jest dobrze. Sam to mówił. Obliczył wtedy, ile mogą zarobić na sprzęt i na ludzi. Wszystko się zgadzało.
Woda sama płynęła do młyna. Ale nie ruszyli. Po pierwsze, rezerwa finansowa była za mała. Huyền policzyła, że nie utrzymają się nawet roku.
Po drugie, starszy kolega ostrzegł go wtedy: „Tổng Bù przychodzi co miesiąc, ale nie zawsze będzie przychodzić”. Więc nie chcieli przyspieszać. Teraz, po miesiącu rozpytywania po całym rynku, T. wiedział jedno: pora dojrzała.
Mogli zrezygnować z jednej drogi i ruszyć w inną. Ale potrzebował kogoś, kto weźmie odpowiedzialność za swoją robotę. Kogoś, kto nie będzie czekał, aż mu się powie. — Myślałeś o ludziach?
— zapytał Cương. — Myślałem. Tylko wiesz, jak to wygląda. Okoliczne media płacą od dziewięciu do piętnastu milionów miesięcznie.
Do tego prowizje, ubezpieczenie, biuro, profesjonalna otoczka. A my jesteśmy małym teamem. Nie przebijemy ich benefitów. — Czyli nikogo nie znajdziemy.
— Znajdziemy. Na part-time idzie szybko. Zresztą można to dopasować do potrzeb ludzi. Wypłacę normalną pensję, ale niech ktoś faktycznie ogarnia swoją robotę.
— Gdzie miałby siedzieć? — W środku. Pokój jest ciasny, ale właśnie go rozdzieliliśmy. Człowiek w biurze pracuje lepiej niż w domu.
W domu zawsze ma się poczucie, że jest u siebie. Ale nie chcę wynajmować lokalu na zewnątrz. Dwa powody. Pierwszy — sprawy duchowe.
Drugi — kontrole. Zacznie się sprawdzanie, czy mamy licencje, czy oprogramowanie jest legalne, czy wszystko zarejestrowane. Jak przyjdą, a my siedzimy w obcym miejscu, to się zaczyna. Cương wrócił do tematu z poprzedniego dnia.
— Mówiliśmy o trzech kanałach Thổ. Podbijamy je czy nie? — I o tym właśnie myślę. Jeśli podbijemy wszystkie trzy naraz i wszystkie trzy złapią naruszenie polityki, to z czego wyciągniemy wnioski?
— A jeśli nie podbijemy, znowu stracimy dwa, trzy miesiące. W tym czasie wleci sześćdziesiąt, sto filmów. Nawet jak je skasujesz, YouTube może nie przepuścić kanału. Jak jest za dużo filmów, powyżej czterech, potrafią odrzucić wniosek.
Sam o tym wiesz. — Wiem. — Więc? T.
odchylił się na krześle. — Już podbiłem twój pierwszy kanał. Cương zamarł. — Co?
— Kanał numer jeden. Podbiłem go. — Nie mówiłeś mi o tym. — Mówiłem.
Sprawdź wiadomości. Dwunastego lipca przekazałem ci kanał Thổ. — Nie było tam ani słowa o podbijaniu. — Pierwszego sierpnia podbiłem kanał numer jeden.
Trzy razy. Dwieście pięćdziesiąt subskrypcji. Wiesz, ile miał wyświetleń tego dnia? Sto pięćdziesiąt dwa.
A teraz mi powiedz — gdybym tego nie zrobił, to kiedy te trzy kanały w ogóle włączyłyby monetyzację? Mój plan był prosty. Najpierw jeden kanał. Sprawdzam, czy przejdzie politykę.
Jak przejdzie — podbijamy kolejne dwa. — To czemu nie podbiłeś od razu wszystkich trzech? Wtedy masz jedną trzecią szansy, że cokolwiek się uda. Że któryś kanał wejdzie w monetyzację i żaden nie dostanie naruszenia.
— Bo jeśli wszystkie trzy złapią naruszenie, nie mamy żadnego wyniku testu. — Ale masz wynik testu! Widzisz, że nie działa. Podbijasz, kanał wlatuje w politykę, przestajesz.
I znowu tracisz dwa, trzy miesiące. — Ale przynajmniej wiemy, na czym stoimy. — I starczy ci cierpliwości? Dwa, trzy miesiące roboty, żeby przekonać się, że znowu nic?
T. spojrzał na niego twardo. — Musi starczyć. Tamten projekt też robiliśmy trzy miesiące.
Jesteśmy w fazie testów, nie w fazie leżenia. Przyjrzeliśmy się rynkowi. Wygląda dobrze. Możemy podbić wyświetlenia do osiemnastu tysięcy — to jest stabilny wynik.
Teraz musimy tylko sprawdzić, jakie jest RPM. Czy w ogóle warto wchodzić. — No właśnie. A jeśli wszystkie trzy kanały złapią naruszenie polityki, to skąd poznasz RPM?
T. milczał. — Mówiłem ci. Jest jedna trzecia szansy, że coś się uda.
Rozmowa utknęła w tym samym miejscu. Znowu.